Główna » WSZYSTKIE WPISY, Wiersze satyryczne

UTWÓR ALEKSANDRA RAJEWSKIEGO – LAUREATA W III EDYCJI OGÓLNOPOLSKIEGO TURNIEJU TWÓRCZOŚCI SATYRYCZNEJ IM. ALEKSANDRA HRABIEGO FREDRY

Autor: admin dnia 5 Czerwiec 2013 Jeden komentarz

Portal Migielicz.pl przedstawia Państwu utwór Aleksandra Rajewskiego pt. “Kolejny mrok wieczorny”, za który otrzymał on nagrodę w kategorii „utwory erotyczne” w III edycji Ogólnopolskiego Turnieju Twórczości Satyrycznej im. Aleksandra Fredry 2013.

ALEKSANDER RAJEWSKI

KOLEJNY MROK WIECZORNY

Mrok wieczorny,- łysy dziadek,

wnuki czekając na spadek

nasłuchują co tam gada,

bo nie słuchać nie wypada.

Dziadek prawi coś o wojnie,

o tym, że dziś jest spokojnie,

streszcza zwolna stare czasy,

gdy nie było kiełbasy

albo gdy była cholera…

Wnuków nuda poniewiera.

W końcu jeden mówi: „Proszę”…,

drugi wtrąca też trzy grosze

i do dziadka mówi: „Błagam! -

już tu z nudów niedomagam.

Co tam wojny, głody, trupy

gdy ani kawałka dupy”…

„Ani cyca” – wtrąca drugi,

obdrapując z wolna fugi.

„Dobra, moje wy urwisy”

rzekł kaszlnąwszy dziadek łysy.

„Widzę, że wy już w tym wieku,

co się żar toczy w człowieku,

widzę, że wy już panowie,

więc słuchajcie, co wam powie

dziadek, chociaż już leciwy…

W moim łóżku liczne dziwy

miały miejsce, że tak powiem.

Dziadek swego czasu bowiem

był jebaką  pierwszej wody.

A oto i me przygody…..

Pierwszy raz jak spałem z babą,

to jak mieszkałem nad Rabą.

Sąsiad miał córeczkę Zosię

różowiutką niczym prosię,

uśmiechniętą niczym słońce.

Pamiętam jak ją na łące

raz zdybałem jak siusiała…

zawstydziła się w mig cała,

a ja na nią jak pies gończy,

nie czekając kiedy skończy.

Obserwował to z daleka

miejscowy głupek kaleka,

aż się z nami też położył

i trzy krople swe dołożył.

Zosia poszła w zapomnienie

gdy tylko poznałem Renię:

w pierwszej szkole,

w pierwszej klasie,

pierwsza co mnie po głuptasie*

tak namiętnie całowała,

pierwsza co go połykała

wręcz do końca, wręcz w całości

wylizując go do kości.

Potem była pewna  Ewa,

co nogi długie jak drzewa

rozchylała dla mnie rada -

jedna była tylko wada,

która Ewę  przekreślała:

podczas harców zasypiała.

Złapała mnie paranoja.

Przyznam, bałem się, że to ja

winny byłem jak ubecja -

lecz to była narkolepsja…

o czym też mi powiedziała

jej lekarka, która ciała

swego mi nie poskąpiła.

Brałem, chociaż gruba była

i do tego zbyt kosmata,

a wołali ją Beata.

Po niej  była zaś Iwona,

Piękna, jednak zbyt szalona.

Chciała robić to publicznie,

bez ustanku, notorycznie.

Chciała robić to w kościele

podczas głównej mszy w niedzielę,

chciała robić to na dachu,

tuż na skraju, tak bez strachu.

Nie mogłem wytrzymać tempa,

więc odeszła inne pęta,

konsumować, weź tu poradź…

Krzyż na drogę, Boże prowadź!.

Płakałem po niej dopóty

nie poznałem ja Danuty.

Pełne usta, blade lice,

a cyce jak dwa księżyce -

oba w pełni oczywiście -

większych to nie widzieliście.

Lecz skończyły się ekscesy,

gdy zajrzała mi do kiesy,

a że pusty wtedy byłem,

więcej jej nie zchędożyłem.

Moje miejsce zajął radny

Bogaty, choć nieporadny

A wiem to od jego żony,

z której ja zadowolony

zresztą byłem  arcy, wielce,

wielkie dupsko, wielkie serce!

Świetna w łóżku, w kuchni także:

gotowała mu na viagrze

zupy co dzień innej miarkę

ja nie jadłem, ja kucharkę

brałem jako główne danie -

a radnemu niechaj stanie

ale w gardle moja lanca

zresztą obu zjadła franca.

Ja, że w czepku urodzony -

już w łóżku kolejnej żony

miejsce grzałem zamiast męża

i wciskałem swego węża.

Tym razem to była Marta -

Marta wszystkich grzechów warta,

lecz gdy wszystkie zaliczyłem

czym prędzej się ulotniłem

i poznałem pewną praczkę

oraz jej siostrę bliźniaczkę,

niesłychane wręcz dziewczyny:

smukłe, zwinne niczym liny.

Związałem się z nimi razem,

fallus był mi drogowskazem.

Tak, to właśnie jest ma droga -

kroczy po niej trzecie noga,

najważniejsza w tej wędrówce.

A to wszystko w podstawówce!

No, bo potem, gdy dorosłem

do dopiero swoim wiosłem

kontynenty podbijałem

niczym Kolumb z arsenałem

lecz to już opowieść nowa…”

„Dziadku!”-  dorwał się do słowa

wnuczek młodszy, zachwycony

„Dziadku,  to ja nigdy żony

mieć nie będę, po co mi!”

Dziadek tylko zmarszczył brwi

i zganił młodzieńca wzrokiem.

„Ja żadnym tutaj prorokiem,

ani innym żadnym wzorem

nie zamierzam być z uporem.

Ja wam tylko niosę słowo,

a wy, zamiast kiwać głową,

poszukajcie własnej drogi”.

„Dziadku,  nie bądź taki srogi!

Babcia też święta nie była…

gdybyś słyszał, co mówiła

nam ostatnio przy kominku…”

Dziadek na to – „Dobrze, synku,

opowiadaj, twoja kolej,

tylko mi nalewki polej”

.

Wnuk więc rozsiadł się wygodnie

i jął babcię z miejsca godnie

naśladować w każdym słowie.

Dziadek wypił babki zdrowie

a wnuk mówił:

„Za górami, za lasami..”

zresztą resztę znacie sami……

Digg this!Dodaj do del.icio.us!Stumble this!Dodaj do Techorati!Share on Facebook!Seed Newsvine!Reddit!Dodaj do Yahoo!

Jedna odpowiedź do wpisu “UTWÓR ALEKSANDRA RAJEWSKIEGO – LAUREATA W III EDYCJI OGÓLNOPOLSKIEGO TURNIEJU TWÓRCZOŚCI SATYRYCZNEJ IM. ALEKSANDRA HRABIEGO FREDRY”

  1. Iwona S. mówi:

    …aż się zarumieniłam.