Główna » A JAK CIEKAWOSTKI, WSZYSTKIE WPISY

Trzy i pół dekady prywatyzacji, wyprzedaży, paserstwa. Część 2

Autor: admin dnia 1 Październik 2023 Brak komentarzy

Krzysztof Kaszuba 18 września 2023, 6:00

Na lekcjach geografii w szkole dzieci są uczone, że meandry to fragmenty koryta rzek, które przybierają kształt pętli lub łuku. Meandry tworzą się na terenach nizinnych, głównie w środkowym i dolnym biegu rzeki. Ale istnieje także jeszcze inna definicja tego słowa. Meandrami określa się skomplikowany i zazwyczaj trudny do zrozumienia bieg wydarzeń lub czyichś myśli.

Koryto nasycenia

Nie ulega wątpliwości, że prywatyzacja, czyli – jak podaje „Słownik języka polskiego PWN” – przekazanie majątku państwowego w ręce prywatnych właścicieli, było takim skomplikowanym, trudnym do zrozumienia biegiem wydarzeń. Oczywiście to stwierdzenie nie dotyczyło wysłańców niewidzialnej ręki rynku, których myśli do dzisiaj zasłania bardzo gęsta mgła, o której wielu mówi, że można by ją było zbierać garściami i gasić pragnienie. Sam proces prywatyzacji miał miejsce w kraju położonym na terenach nizinnych, głównie w środkowym i dolnym biegu Odry, Wisły i Bugu. W kraju nazywanym przez wielu krainą miodem i mlekiem płynącą, a jeszcze przez innych Polin, co w starożytnym języku oznacza „tutaj odpoczniesz”. I w latach 90. XX wieku rzeczywiście wielu nowych przybyszów pojawiło się w piastowskiej krainie, by odpocząć i nasycić się z koryta. Matką, która dawała się nasycić, był przesławny Program Powszechnej Prywatyzacji, a ojcem niemniej sławny plan Sorosa, zwany terapią szokową. Ale to już historia, wycinki z niej przedstawiono w pierwszej części tekstu.

Prywatyzacyjna maskirowka

Od ponad roku jednym z częściej używanych przez światowe media słów jest maskirowka, czyli jak mówią zachodni specjaliści od wojskowości, Russian military deception, doktryna wojskowa rozwijana od początku XX wieku, obejmująca szeroki zakres środków oszustwa wojskowego, od kamuflażu po zaprzeczenie i oszustwo. Wielu twierdzi, że wystarczy termin „doktryna wojskowa” zamienić na inny – „doktryna prywatyzacyjna”, i mamy obraz prywatyzacji w Polsce na przełomie XX i XXI wieku. Potwierdzają to częściowo nieliczne próby naukowej analizy i oceny procesu prywatyzacji w Polsce. Badania w tym zakresie są o tyle ważne, że wciąż nie wiemy, nie wiedzą tego także byli i aktualni członkowie Sejmu i Senatu, kolejnych rządów, władz lokalnych, a nawet Głównego Urzędu Statystycznego – co i ile sprzedaliśmy, komu sprzedaliśmy i oczywiście za ile sprzedaliśmy?

Ekonomia chaosu

Badania przeprowadzone w drugiej dekadzie XXI wieku przez ośrodek badawczy o pięknym skrócie GRAPE (Group for Research In APlied Economics) i Uniwersytet Warszawski, z udziałem badaczy z Stanów Zjednoczonych i Czech, pokazują, że najprostszym pojęciem, jakim można opisać prywatyzację przedsiębiorstw państwowych w Polsce, było słowo chaos. W ramach chaosu, wskazani przez niewidzialną rękę, z soczystej kiści winorośli majątku wypracowanego przez pokolenia Polaków konsumowali i konsumują słodkie winogrona i wznoszą toasty winem, a dla większości pozostaje ocet winny i pestki. Z badań przeprowadzonych pod kierunkiem dr. hab. Jana Hagemejera wynika, że np. w 1996 r. urzędnicy Ministerstwa Skarbu Państwa doliczyli się 25 transakcji prywatyzacyjnych z udziałem majątku skarbu państwa, a statystycy Głównego Urzędu Statystycznego 131 firm. Jeszcze bardziej ekscytujący był fakt, że ministerstwo skarbu w 1995 roku doliczyło się 135 razy wyższych przychodów z prywatyzacji w stosunku do sumy wszystkich transakcji sprzedaży.

Miś i CO2

Nie tylko uczestniczący w badaniach Czech z Columbia University był pod wrażeniem braku inwentaryzacji majątku Polaków przed przystąpieniem do prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych. Cóż, nie wiedział, że emisariusze niewidzialnej ręki prywatyzacji uznali, że inwentaryzacja to papiery, papiery to dokumenty, a dokumenty to dowody. To dowodzi, że emisariusze niewidzialnej ręki oglądali kiedyś sławnego „Misia” i zapamiętali słynną odzywkę: „nie mamy pańskiego płaszcza – i co Pan nam zrobi?” A może pamiętali równie sławne, nie tylko wśród cenzorów PRL-u, drugie dzieło Stanisława Barei „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz”. Od kilku lat wśród miłośników prywatyzacji z lat 90. XX wieku dominuje inne wyjaśnienie braku inwentaryzacji i dokumentacji. Już wówczas niewidzialna ręka rynku zadbała o mniejsze zużycie CO2 w Polsce.

Dublowane zarządy i popiwek

O wielu niezwykłych praktykach zastosowanych w trakcie Programu Powszechnej Prywatyzacji (PPP) i terapii szokowej nie mówi się wcale. Niektórych, najbardziej uczeni absolwenci szkół biznesu z Bostonu, Londynu czy Barcelony zapewne by nie zrozumieli. No bo jak wytłumaczyć studentom biznesu, że jeśli firma ma zyski i chce zapłacić więcej pracownikom, to należy ją natychmiast obłożyć drakońsko wysokim podatkiem od ponadnormatywnych wynagrodzeń. Co by się działo w Ameryce, gdyby Ford chciał zapłacić więcej, a rząd za karę nałożył na firmę ekstra podatek! Nie tylko w Ameryce studenci są uczeni, że podstawą rozwoju gospodarki i kraju są wolne, niezależne od innych decydentów firmy. A w Polsce 512 dobrych przedsiębiorstw zostało w kilka tygodni ubezwłasnowolnionych, pozbawionych decyzyjności, bo wrzucono je do NFI złożonego z ponad 30 przedsiębiorstw z różnych branż. Na dokładkę dołożono radę nadzorczą czuwającą nad przestraszonym zarządem, do niedawna socjalistycznego, przedsiębiorstwa. Dla pełni szczęścia, do zarządzania przedsiębiorstwami w danym Narodowym Funduszu Inwestycyjnym ściągnięto z Europy i zza Atlantyku wysoko opłacane firmy zarządzające. Członków tych firm wskazała oczywiście niewidzialna ręka.

Pradziadek i sztuczna inteligencja

Ale jak wspominają tubylcy starający się o udział w charakterze specjalisty od zarządzania w programie PPP, należało odpowiedzieć na wiele pytań. Niektóre były oczywiście bardzo innowacyjne, a nawet wskazywały, że już wówczas sztuczna inteligencja została wykorzystana przez jurorów Programu. Podobno takim ważnym pytaniem sztucznej inteligencji było pytanie o nazwisko panieńskie babci. Sztuczna inteligencja podpowiada, że w ten sposób uzyskujemy informację o nazwisku pradziadka. Kiedy mógł się urodzić taki pradziadek? Sztuczna inteligencja podpowiada, że gdzieś w latach 70. i 80. XIX wieku. Cóż takiego wydarzyło się w tamtym czasie? Sztuczna inteligencja podpowiada, że miały miejsce dwa procesy, będące następstwem niepotrzebnego Powstania Styczniowego. Tysiące wykształconych Polaków zostało zamordowanych lub wywiezionych na Sybir, a w zamian na tereny dawnego Królestwa Polskiego napłynęli byli mieszkańcy Moskwy i innych miast centralnej Rosji, zwani pogardliwie litwakami.

Cena do zysku

W nauce biznesu jednym z prostych, ale ważnych, nie tylko giełdowych wskaźników, jest relacja ceny akcji do zysku przypadającego na jedną akcję. Studenci są uczeni, że wskaźnik c/z lub po angielsku P/E powinien się kształtować na poziomie pomiędzy 15 a 20. Czyli jeśli cena akcji wynosi 100, a zysk na 1 akcję 6, to wskaźnik wynosi 16,66 czyli jest dobry. Tłumacząc to na język transakcji biznesowych, oznacza to, że jeśli firma uzyskała np. 3 miliardy złotych zysku, to można za nią żądać ok. 50 miliardów złotych. Oczywiście jest to pewne uproszczenie, a transakcja musi dotyczyć firmy stabilnej, z dużym rynkiem stałych klientów i dobrymi perspektywami na przyszłość. Fenomenem prywatyzacji w Polsce, nie tylko przy okazji sprzedaży Pekao, Eureko, TP, Ciechu czy nawet Lotosu, był fakt, że przedstawiony powyżej wskaźnik zdecydowanie częściej był bliższy cyfrze jeden niż piętnaście.

Heureka, Eureko

W dawnych czasach w szkołach uczono, że gdy pewnego dnia sławny Archimedes wyskoczył z wanny i z okrzykiem „heureka” wybiegł nagi na ulicę, to uczony dokonał odkrycia. Od tego czasu okrzyk heureka, czyli „znalazłem”, jest wydawany przy wpadnięciu na jakiś pomysł. Niektórzy mówią, że człowiek dostąpił iluminacji. Kiedy i gdzie doznali iluminacji czy też oświecenia zagraniczni nabywcy akcji PZU SA, Pekao SA czy TP SA, nie wiadomo. Ważne, że czas i miejsce, gdzie będzie można wykrzyczeć „heureka-znalazłem”, wskazali im iluminaci, a dokładniej ujmując ich niewidzialna ręka.

REKLAMA

Afera Eureko to sławna umowa prywatyzacyjna największego ubezpieczyciela w Europie Środkowej – państwowego PZU, na której Polacy stracili miliardy złotych, a który rząd premiera Buzka, reprezentowany przez sławnego ministra Emila Wąsacza, postanowił oddać w ręce portugalsko-holenderskiego konsorcjum Eureko.

Z kolei według mediów świata biznesu, na prywatyzacji państwowych banków, na czele z Pekao SA, Polacy stracili około 150 do 200 miliardów złotych. Na portalu bankier.pl można nawet dzisiaj znaleźć niezwykłe zdanie: „Przeprowadzono ją (prywatyzację polskiego sektora bankowego) w sposób pośpieszny, prymitywny, szkodliwy i wysoce niefachowy w sensie opłacalności oraz bardzo kosztowny dla Skarbu Państwa i wszystkich Polaków”.

Pasero-perełka

Trzecia prywatyzacyjna pasero-perełka, prywatyzacja Telekomunikacji Polskiej, została rozpoczęta przez rząd Włodzimierza Cimoszewicza. W lipcu 2000 r. na tajnym posiedzeniu Rady Ministrów podjęto decyzję o sprzedaży, na początek, 35% akcji TP SA konsorcjum France Telecom (32,4% akcji FT to własność państwa francuskiego) i Kulczyk Holding. Oczywiście niewidzialna ręka czuwała i cena była bardzo przyjazna dla nabywców, w ramach polsko-francuskiej przyjaźni. Rok później konsorcjum miało już 47,5% akcji. W 2005 r. Francuzi odkupili od Kulczyk Holding akcje TP SA i przejęli kontrolę na spółką. Pomijając oddanie strategicznej państwowej spółki w ręce państwa francuskiego, należy pamiętać, że w latach 90. polscy podatnicy zainwestowali miliardy złotych w rozwój i modernizację infrastruktury TP SA. Na początku drugiej dekady XXI wieku prokuratura zatrzymała ważne osoby z zarzutami korupcji przy paserskiej wyprzedaży TP SA. A firma pod nową nazwą działa i od czasu do czasu wyłudza nienależne środki pieniężne od Polaków.

Prywatyzacji większych i mniejszych, czasami gorszych, czasami także lepszych, było wiele. Ale czymś niepojętym dla większości Polaków była sprzedaż po cichu, za grosiki, malutkich, ale drogich sercu Polaków firm w rodzaju Polskich Nagrań czy kolejki na Kasprowy. Wielu Polaków, zarówno wówczas, przy sprzedaży tego typu firm za nierynkowe ceny, jak i dzisiaj, po 30 czy 20 latach, nazywa taką prywatyzację wyprzedażą majątku narodowego z elementami paserstwa.

343 strony i Syryjczyk

W 2013 r. wydawnictwo Muza SA wydało niezwykłą książkę zatytułowaną „Jak powstawały i jak upadały zakłady przemysłowe w Polsce”. Autorzy publikacji, Andrzej Karpiński, Stanisław Paradysz, Paweł Soroka i Wiesław Żółtkowski, dodali jeszcze książce podtytuł „Losy po 1989 roku zakładów zbudowanych w PRL-u”. Na 343 stronach autorzy dokonali analizy i oceny dorobku PRL w budowie zakładów przemysłowych w latach 1949-1989 oraz ich losów po reformie ustrojowej z 1989 roku. W kilkudziesięciu tabelach, w układzie gałęziowo-branżowym i regionalnym, według obecnych województw, znaleźć można m.in. informacje o produkcji sprzedanej, zatrudnieniu, środkach trwałych brutto 1615 przedsiębiorstw. Dla badaczy prywatyzacji szczególnie interesujące są spisy zakładów przemysłowych zlikwidowanych po 1989 roku, m.in. przemysłu spożywczego (86 zakładów), włókienniczego (53 zakłady), odzieżowego (23 zakłady), przemysłu budowy maszyn (70 zakładów), przemysłu elektronicznego (79 zakładów) czy przemysłu precyzyjnego (16 zakładów).

REKLAMA

Co ważne, autorzy opracowania nie kwestionują osiągnięć i zmian jakościowych, które dokonały się w polskiej gospodarce na przełomie XX i XXI wieku. Ale bardzo sensownie i zdecydowanie wskazują na niekorzystne zjawiska i procesy, szczególnie w okresie „terapii szokowej”. Przypominają m.in. niezwykłe tezy ministra przemysłu z 1989 roku, Tadeusza Syryjczyka, że „najlepszą polityką przemysłową jest brak takiej polityki”. Tego typu filozofia zarządzania państwem i gospodarką u miłośników Unii Wolności trwała jeszcze przez wiele, wiele lat, czego potwierdzeniem był słynny przybysz zza kanału, właściciel nieruchomości w mieście nad Tamizą, pouczający jako minister finansów tubylców w dorzeczu Odry i Wisły, że „piniedzy ni ma i nie bedzie”, a „linie lotnicze trza sprzedać”.

* ze sprzedaży w 2022 r. w mln zł* ze sprzedaży w 2022 r. w mln zł

Prywatyzacja bez etosu

Szczególnym rodzajem prywatyzacyjnej patologii rządzących Polską w 1991 roku była likwidacja na mocy ustawy z 19 października 1991 r. Państwowych Gospodarstw Rolnych, które w 1990 r. zatrudniały 395 tysięcy osób w 1520 państwowych przedsiębiorstwach rolnych, głównie w zachodniej i północnej Polsce. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w 1991 r. stratę odnotowano w 1152 PGR, a zysk netto w 365. Głównym sprawcą strat w większości państwowych przedsiębiorstw rolnych była terapia szokowa Balcerowicza i drakońskie podniesienie stóp procentowych za wcześniej zaciągnięte kredyty. Majątek PGR trafił do Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa, a następnie w ramach rekompensat do Kościoła oraz w ręce osób prywatnych. Największą podłością prywatyzacji PGR był prawie rasistowski stosunek polityków z ówczesnych rządów do pracowników PGR-ów i ich rodzin. Kilkaset tysięcy ludzi, a wraz z rodzinami prawie dwa miliony, zostało bez pracy, bez pomocy. Gdzieś w szczerym polu, daleko od miasta, z beznadziejną komunikacją do miejsc, gdzie jeszcze tliła się praca. By dobić setki tysięcy bezbronnych ludzi, zlikwidowano równie szybko PKS-y. No bo jak nie ma przedsiębiorstwa rolnego, to po co autobus dla byłych pracowników i ich dzieci.

Pętla i łuk

By do końca pozbawić godności byłych już pracowników zlikwidowanych państwowych przedsiębiorstw rolnych, politycy okrągłego stołu i usłużni im funkcjonariusze mediów nazwali nie mogących się bronić ludzi pijakami, leniami, złodziejami i degeneratami. Taki przekaz poszedł w świat i trwa do dzisiaj, czego przykładem są m.in. antypolskie, rasistowskie produkcje medialne. Przed kilkoma laty ważny minister, wielki beneficjent PPP, na łamach jeszcze ważniejszego medium specjalizującego się w opluwaniu Polski i Polaków, stwierdził, że „w PGR-ach nie było etosu pracy”. Cóż, łatwiej było „ciemnemu ludowi” sprzedawać pijaństwo i kradzież. A beneficjenci przejętych za bezcen tysięcy hektarów gruntów rolnych i lasów liczą dzisiaj w swoich rezydencjach miliony unijnych dopłat. A pracownikom zlikwidowanych PGR-ów pozostało tylko zrobienie pętli na szyję lub łuku i łowy niczym w czasach Robin Hooda.

Prywatyzacja po podkarpacku

Różne były ścieżki prywatyzacji podkarpackich przedsiębiorstw państwowych. Różny spotkał ich los. Część z nich została sprzedana inwestorom zagranicznym. Amerykański koncern Gerber w 1993 roku kupił rzeszowski ZPOW Alima. Notowany na największej giełdzie papierów wartościowych świata w Nowym Jorku koncern farmaceutyczny ICN w roku 1997 kupił Polfę Rzeszów. Fabryka opon w Dębicy została przejęta przez koncern Goodyear. Inwestorzy zagraniczni przejęli przedsiębiorstwa w Jarosławiu (huta szkła) i Leżajsku (zakłady piwowarskie). W 2001 roku WSK PZL-Rzeszów stała się częścią wiodącego koncernu lotniczego świata United Technologies Corporation. Także inne podkarpackie przedsiębiorstwa z branży lotniczej, motoryzacyjnej, chemicznej zostały przejęte przez światowe korporacje. Dzisiaj przedsiębiorstwa te, pod nowymi szyldami, należą do największych przedsiębiorstw województwa podkarpackiego.

REKLAMA

Kilkanaście innych, znaczących przedsiębiorstw trafiło do Programu Powszechnej Prywatyzacji. W latach 90. minionego wieku przekształceniom własnościowym w województwie podkarpackim poddano ok. 80% z prawie 300 przedsiębiorstw państwowych działających w 1990 r. Do końca pierwszej dekady XXI wieku liczba spółek z udziałem skarbu państwa na terenie Podkarpacia zmalała do kilkudziesięciu. Przedsiębiorstwa państwowe zniknęły, chociaż GUS przez lata jeszcze wykazywał, że w województwie istnieje jedno przedsiębiorstwo państwowe. Część spółek trwała w stanie likwidacji lub upadłości. Inne były przedmiotem restrukturyzacji i konsolidacji własnościowej. Na terenie województwa podkarpackiego dotyczyło to m.in. Rzeszowskiego Zakładu Energetycznego oraz Elektrowni Stalowa Wola SA. Wśród jednoosobowych spółek Skarbu Państwa najliczniej reprezentowana była branża przedsiębiorstw komunikacji samochodowej oraz uzdrowisk.

W wielu przypadkach całkiem udanym rozwiązaniem problemu prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw była giełda i akcjonariat pracowniczy. Ale to już temat na kolejny tekst. A jego tytuł „Prywatyzacja parkietowa i akcjonariat pracowniczy”.

Źródło; nowiny24.pl

Digg this!Dodaj do del.icio.us!Stumble this!Dodaj do Techorati!Share on Facebook!Seed Newsvine!Reddit!Dodaj do Yahoo!

Komentowanie wyłączone.