Główna » Humoreski i opowiadania, WSZYSTKIE WPISY

OPOWIEŚĆ “PIEKIEŁKO” KRZYSZTOFA REGUSA – ZWYCIĘZCY VIII OGÓLNOPOLSKIEGO KONKURSU SATYRYCZNEGO „O STATUETKĘ STOLEMA”

Autor: admin dnia 5 Grudzień 2012 Jeden komentarz

Portal Migielicz.pl przedstawia Państwu opowieść Krzysztofa Regusa pt. “Piekiełko”, za którą otrzymał I nagrodę w VIII Ogólnopolskim Konkursie Satyrycznym “Energia Satyry” o Statuetkę Stolema, ogłoszonym przez Wójta Gminy i Gminną Bibliotekę Publiczną w Gniewinie i rozstrzygniętym w listopadzie 2012 r.

KRZYSZTOF REGUS

PIEKIEŁKO

Marian stał w małym, całkowicie czerwonym pomieszczeniu. Jak sam stwierdził, gdyby rozłożył ramiona, to by palcami mógł dotknąć ścian. Nie miał pojęcia gdzie jest i jak się tu znalazł. Ostatnią rzeczą jaką pamiętał było to, że wracał późną nocą z urodzin Zośki i napotkał kilku dżentelmenów ubranych w dresy, z wygolonymi głowami. Jeden z nich poprosił go o papierosa… a przy okazji także o portfel i komórkę, zaznaczając, że jeśli odmówi współpracy to w celu przekonania go do wykonania zalecanej czynności, użyją powalających argumentów. Marian (chyba nie do końca rozumiejąc powagę sytuacji), chwiejąc się na nogach (co było efektem zbyt dużej ilości toastów, jakie wypił za zdrowie Zośki), chciał powiedzieć: „Szanowny panie, chętnie z panem zapalę, ale nie wiem po co panu moja komórka i portfel”. Gdy jednak otworzył usta, przejęzyczenie (do którego czasami dochodzi, gdy człowiek wzniesie zbyt dużą ilość toastów), sprawiło, że powiedział „szalony chamie…” i reszty ułożonego zdania nie zdążył już wypowiedzieć, gdyż następną rzeczą jaką widział, była zbliżająca się z zawrotną prędkością pięść „szanownego pana”, która zmierzała ku marianowej twarzy. Następnie zaś ni z tego, ni z owego znalazł się w tym dziwnym pomieszczeniu. Co dziwniejsze, był też już zupełnie trzeźwy, chociaż jeszcze dosłownie  kilka minut temu we krwi miał więcej alkoholu, niż było go w miejscowej gorzelni. Marian nie miał jednak zbyt dużo czasu, aby zastanawiać się na tymi dziwami, gdyż nagle naprzeciw niego ściany rozsunęły się z sykiem i prosto w twarz buchnęło mu gorące powietrze, które przedostało się do czerwonego pomieszczenia. Kiedy otrząsnął się po tym nagłym, gorącym podmuchu, ujrzał podłużny hol z podłogą wyłożoną czerwonym dywanem (zresztą cały hol był czerwonego koloru), na którego końcu, za olbrzymim biurkiem, siedział mężczyzna obdarzony równie olbrzymią tuszą. Gruby mężczyzna był ubrany w czerwony garnitur i czerwoną koszulę. Czerwona, zapocona twarz wyraziła lekkie zdziwienie widząc Mariana.

- Pani Marianna Piekarnik? – spytał się gruby mężczyzna głosem pełnym zdumienia, wertując przy tym leżący na jego biurku stos papierów.

- Nie, Marian Piekielnik – odpowiedział tak samo zdumionym głosem Marian.

- Ech… Czyli dział personalny znowu coś namieszał – tym razem w głosie grubego mężczyzny pojawiło się oburzenie. – Niech pan wyjdzie z windy i tu podejdzie. Zaraz postaramy się wyjaśnić całą sprawę – kończąc ostatnie zdanie gruby mężczyzna chwycił za słuchawkę czerwonego telefonu, który leżał na biurku pomiędzy papierami i wystukując trzycyfrowy numer zaczął czekać na połączenie.

- To jakiś żart Zośki? A może sen? – Marian niepewnie zaczął iść w stronę biurka, zadając te pytania bardziej sobie, niż grubemu mężczyźnie, który czekał, aż ktoś odbierze jego telefon. – O matko, gorąco tu jak w Piekle.

- Zwykle jest znacznie chłodniej, ale coś w klimatyzacji nawaliło i od kilku dni grzeje na maksa. Co gorsza, jak na złość facet, który nam klimatyzację zakładał dostał przeniesienie do Czyśćca i nie ma kto teraz tego cholerstwa naprawić. W ogóle jeśli Pan się jeszcze nie zorientował, aktualnie znajduje się pan w Piek… – gruby mężczyzna nie dokończył, gdyż najwyraźniej ktoś się odezwał po drugiej stronie słuchawki. – Halo? Tu portiernia. Mam tu mężczyznę, który twierdzi, że nazywa się… – i tu z powrotem zwrócił się do Mariana. – Pana godność? Bo wyleciało mi z głowy.

- Marian Piekielnik.

- Marian Piekielnik się nazywa. A faktycznie, biorąc pod uwagę to gdzie zmierza, jego nazwisko jest dosyć zabawne. Chłopaki z dołu pewnie będą sobie niezłe żarty z niego robić. Strasznie wredne z nich typy, więc raczej  mu nie odpuszczą prędko. Ale właśnie mamy mały problem, gdyż nie mam jego dokumentów. Powinna tu się zjawić pani Marianna Piekarnik, a nie jakiś Marian Piekielnik. Znowu dział personalny odwalił fuszerkę i podesłał złe papiery. Dla nich to pewnie bez różnicy czy to Marianna Piekarnik, czy Marian Piekielnik, ale ja nie mogę go podesłać dalej na dół, jeśli w papierach wszystko się zgadzać nie będzie. – Rozmowa trwała jeszcze chwilę, podczas której gruby mężczyzna już tylko słuchał i pomrukiwał, po czym burknął coś jeszcze do rozmówcy i odłożył słuchawkę.

- Czy ja jestem  w Piekle, proszę pana? – Marian poczuł jak zasycha mu w gardle. – To pan chciał powiedzieć, zanim zaczął rozmawiać przez telefon?

- W zasadzie to chciałem powiedzieć, że w Piekiełku. Piekło brzmi strasznie poważnie, więc wolimy jego zdrobniałe określenie. Budzi to bardziej domową atmosferę – odparł gruby mężczyzna, dobrodusznie się przy tym uśmiechając. – A jeśli już mamy być dokładni, to jest pan teraz przed bramą piekiełkową – gruby mężczyzna skinął wystawionym kciukiem za swoje plecy, gdzie znajdowała się bramka podobna do tych, jakie są na lotniskach używane do wykrywania metali. Nad nią zaś wisiała tabliczka z napisem: GORĄCO WITAMY W PIEKIEŁKU. ŻYCZYMY MIŁEJ WIECZNOŚCI.

- To bramka do wykrywania metali? – Marian nie krył zdziwienia. Zaś po sekundzie jeszcze bardziej zdziwiło go to, że dziwi go bardziej bramka do wykrywania metali w Piekle, niż sam fakt, że on się tutaj znajduje.

- Kiedyś była tu zwykła brama, ale mieliśmy pewien incydent. Jeden koleś swego czasu wniósł do środka śrubokręt i zaczął nim wykręcać skandaliczne numery. Powykręcał śruby od cel polityków, których z przyczyn oczywistych staraliśmy się izolować od reszty naszych rezydentów. Po uwolnieniu zaczęli organizować wiece oraz domagać się dymisji tutejszej władzy, uznając ją za niekompetentną. Zażądali też rozpisania wyborów. Musieliśmy obiecać, że załatwimy im oraz ich krewnym ciepłe posady w Piekiełku, wtedy dopiero dali sobie spokój. Swoją drogą od tamtej pory, jak dopuściliśmy polityków do ważniejszych stanowisk w Piekiełku, zaczął się tu robić okropny bałagan i chaos. Teraz to dopiero mamy tu płacz i zgrzytanie zębów.  Dlatego szef kazał zaostrzyć środki bezpieczeństwa przy wejściu, aby, Boże uchowaj, ktoś znowu nie wniósł śrubokrętu i nie uwolnił tym razem działaczy związków zawodowych…  Wtedy to dopiero rozpętałoby się tutaj piekło.

- Acha – wyduszenie z siebie „acha” było jedyną rzeczą, jaką Marian obecnie mógł zrobić. Sytuacja, co by nie mówić, była dość nietypowa i musiał sobie cały aktualny stan rzeczy poukładać w głowie, zanim wejdzie w głębszą dyskusję z piekielnym portierem.

- Wracając do pańskiej sytuacji – ciągnął portier. – Wygląda na to, że w dziale personalnym, który przesyła mi dokumenty z opisem osób zesłanych do nas, doszło do pomyłki. Podesłali papiery jakiejś kobiety i z rozmowy, jaką przed chwilą przeprowadziłem wynika, że pańskich w ogóle nigdzie nie ma. Odkąd uwolnieni politycy panoszą się po naszej administracji, mamy wielki syf. Ja natomiast nie mogę pana przepuścić, jeśli nie złoży pan podpisu potwierdzającego pańskie dane personalne… A przecież nie może pan takowego podpisu złożyć pod dokumentami, które nie dotyczą pana. To by było przecież godne potępienia oszustwo.

- No jest w tym sporo racji co pan mówi – Marian miał nadzieję, że to wszystko mu się śni… Jednak to by było chyba zbyt nierealne nawet jak na sen, więc musiało dziać się naprawdę.

Portier wyciągnął z szuflady biurka pęk kluczy oraz tabliczkę z napisem: ZARAZ WRACAM. GRZESZNICY PROSZENI SĄ O CIERPLIWOŚĆ. Położywszy tabliczkę na biurku podszedł do drzwi mieszczących się na lewo od bramki z napisem: TYLKO DLA PERSONELU, otworzył je za pomocą jednego z kluczy i skinął na Mariana, aby szedł za nim.

- Dokąd idziemy ? – Spytał zlękniony Marian.

- W takich sprawach najlepiej od razu uderzać do samej góry… Chociaż u nas to bardziej odpowiednim sformułowaniem jest chyba jednak: „Uderzać do samego dołu”. Idziemy do Szefa Piekiełka.

- Zaprowadzisz mnie do szefa Piekła?! Do Pana Zła i Ciemności?! Do Lucyfera?!

- Yyyy… Pan Lucyfer już tutaj nie panuje. Przeszedł na wcześniejszą emeryturę. Załamał się chłop nerwowo po tym, jak jeden z przysłanych tu ateistów zaczął uparcie mu wmawiać, że nie jest szatanem, bo diabły nie istnieją oraz że to wszystko nie jest prawdą i że wszyscy jesteśmy bandą oszołomów, skoro wierzymy w Niebo i Piekło.

- I co się stało? – zainteresował się Marian.

- No, jak już powiedziałem, pan Lucyfer przeszedł załamanie nerwowe i sam uwierzył w końcu w to, że nie jest szatanem. Odesłano go na obserwację psychiatryczną, gdzie próbuje mu się  z powrotem dodać pewności siebie, zaś ateistę wypuszczono z powrotem na ziemię, bo i tak nie dało się go przekonać, że trafił do czeluści piekielnych. Dlatego też już nie wpuszczamy ateistów; nie tolerujemy osób, które nie tolerują wierzeń innych i ich obrażają w tak napastliwy sposób. A Piekiełkiem teraz zarządza Pani Lucyna, kuzynka pana Lucyfera.

- To Piekłem rządzi kobieta?

- Aż tak bardzo pana to dziwi? – Spytał portier z ironicznym uśmiechem na ustach. Marian wzruszył tylko ramionami i dalej wędrowali w milczeniu. Szli czerwonym korytarzem, który schodził stromo w dół, na jego końcu mieściły się zaś duże drzwi z napisem: MROCZNY WŁADCA. GABINET OTWARTY OD PON. DO PT. W GODZ OD 8:00 DO 15:00. Portier delikatnie zapukał do drzwi i po usłyszeniu kobiecego głosu oznajmiającego: „proszę wejść”, otworzył je, następnie zaś lekko wepchnął Mariana do środka. Teraz przed Marianem stanęła przerażająca postać. Ubrana w długi, czerwony płaszcz z wychodzącymi z niego mackami, z twarzą naszpikowaną kolcami i guzami, z haczykowatym nosem, wyłupiastymi, przekrwionymi oczami oraz potężnymi rogami wyrastającymi z czoła. Marian z wrażenia aż upadł i pośladkami pacnął o podłogę.

- O przepraszam, nie chciałam pana wystraszyć – rzekła postać, zdejmują rogatą maskę i płaszcz z mackami. Teraz oczom Mariana ukazała się ładna, młoda kobieta, ubrana w gustowny żakiet, oczywiście koloru czerwonego, jak wszystko tutaj. – Przymierzałam swoje przebranie na Halloween. To bardzo popularne święto u nas, więc zawsze staram się, aby mój strój robił wrażenie. W czym mogę pomóc? – Pani Lucyna zadając pytanie, zasiadła za swoim biurkiem i łagodnie się uśmiechnęła do mężczyzn. Portier wyłożył jej całą sprawę. Władczyni Piekiełka uważnie wszystkiego wysłuchała, po czym zamyśliła się.

- Jak pani widzi mamy tu poważny problem. Dział personalny przysięga na Boga, że nie wie, gdzie są dokumenty tego pana. Nawet jeśli byśmy obeszli przepisy i jakoś go przepuścili, to nie można zapominać, że niedługo będzie u nas kontrola z góry, a oni wyczują każdy przekręt – dodał na zakończenie portier i sam popadł w zadumę.

- Jeśli mogę się wtrącić – odezwał się Marian, dopiero teraz wstając z podłogi. – Naprawdę nie chcę sprawiać kłopotu. Tym bardziej jeśli ma tu być jakaś kontrola, to nie chcę, aby państwo mieli z mojego powodu jakieś przykrości. To tak może po prostu mnie wypuścicie z powrotem na ziemię? Tak jak tego ateistę, co wyprowadził z równowagi Pana Lucyfera?

- Jest to jakieś rozwiązanie – odpowiedziała pani Lucyna uśmiechając się od ucha do ucha. – Przyjmijmy oficjalnie, że pana tutaj nigdy nie było. Małe kłamstwo nie zaszkodzi.

- Też tak uważam proszę pa… – nim Marian zdołał dokończyć zdanie, stracił przytomność i po chwili ocknął się na chodniku w miejscu, w którym tak niedawno spotkał dżentelmenów w dresach. Teraz po nich nie było śladu. Sądząc po bólu pod prawym okiem, będzie jednak ślad po pięści pana dresa. „Zatem to były tylko zwidy” – pomyślał wstając. Wsadził rękę do kieszeni i wtedy uświadomił sobie, że nie ma ani papierosów, ani komórki, ani nawet portfela (no cóż, argumenty dżentelmenów w dresach widać były nie do podważenia). Wyczuwał za to jakiś papier. Po wyjęciu go z kieszeni okazało się, że jest to ulotka (koloru czerwonego). Na niej zaś widniał napis: ODWIEDŹ NAS PONOWNIE I ZOSTAŃ Z NAMI JUŻ NA STAŁE! PIEKIEŁKO – MIEJSCE IDEALNE DLA CIEBIE!

Digg this!Dodaj do del.icio.us!Stumble this!Dodaj do Techorati!Share on Facebook!Seed Newsvine!Reddit!Dodaj do Yahoo!

Jedna odpowiedź do wpisu “OPOWIEŚĆ “PIEKIEŁKO” KRZYSZTOFA REGUSA – ZWYCIĘZCY VIII OGÓLNOPOLSKIEGO KONKURSU SATYRYCZNEGO „O STATUETKĘ STOLEMA””

  1. jota mówi:

    “Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”-tym razem w praktyce i dosłownie.
    Dość banalny i raczej już wyeksploatowany zabieg literacki (chyba trzeci w kolejności po konwencji snu i podróży w czasie )
    umożliwiający transpozycję świata realnego w wirtualny,
    ALE
    jednocześnie, dzięki umiejętnemu i sprawnemu użyciu języka i stylu dostosowanego do zawartych w niej treści, płynna i bardzo efektownie przeprowadzona narracja !
    Spectrum przetransponowanych tu do świata fikcji “wątków ziemskich” nieco może zawężone, ale przecież wydłużenie czasu akcji mogłoby spowodować niedotlenienie “marianowego” mózgu i któżby tak pomysłowo, zgrabnie i dowcipnie zrelacjonował nam jego przygodę :-) .