Główna » Humoreski i opowiadania, WSZYSTKIE WPISY

NAGRODZONY TEKST WOJCIECHA GAWRONTA- II MIEJSCE W 40. OGÓLNOPOLSKIM TURNIEJU MAŁYCH FORM SATYRYCZNYCH NA TEKST SATYRYCZNY BOGATYNIA 2023

Autor: admin dnia 26 Styczeń 2024 Brak komentarzy

40. OGÓLNOPOLSKI TURNIEJ MAŁYCH FORM SATYRYCZNYCH

TEKST SATYRYCZNY BOGATYNIA 2023

II MIEJSCE

WOJCIECH GAWRONT

DZIEŃ USTAWOWO DOBRY

Poranek był deszczowy po raz trzeci w tym tygodniu, a była dopiero środa. „Ustawa o meteorologii i porannej chandrze” zakazywała takich sytuacji i można było sądzić, że do piątku powstanie specjalna komisja w celu wyjaśnienia nieprzewidzianych i antyspołecznych anomalii pogodowych. Andrzej przeglądał szafę w poszukiwaniu żółtego płaszcza przeciwdeszczowego. Miał co prawda pod ręką granatową kurtkę, ale „rozporządzenie o modzie i wygodzie” Ministra Strojów i Garderoby Wszelakiej zakazywało noszenia w miejscach publicznych tego typu odzieży podczas mżawki w barwach innych niż jaskrawe. Zakazywało również nieuzasadnionego moknięcia, tak więc płaszcz był niezbędny.
W radiu leciał obowiązkowy blok informacyjny z codzienną dawką nowych nazw Dyrektyw, Ustaw i Rozporządzeń, bo na czytanie całych dokumentów nikt nie miał czasu. Wielu sądziło, że nie robią tego nawet ich twórcy, jednakże prawny zakaz krytyki i obrazy uczuć ustawodawców, obowiązywał już ponad dekadę i był restrykcyjnie przestrzegany. Zakład resocjalizacji śmieszków i hejterów był wiecznie przepełniony. Andrzej lubił poranną audycję legislacyjną, bo mógł zająć się obowiązkami domowymi, które jeszcze nie zostały zakazane, a jedynie nieznacznie unormowane. Zakładanie fartucha spawalniczego wraz z maską do prasowania ubrań było jeszcze znośne, ale robienie prania w asyście kontrolera ds. środków chemicznych i ochrony samotnych skarpet to dla była niego istna katorga. Tym bardziej, że kontrolerem w okręgu Andrzeja była jego teściowa. Ta jedna kwestia była dla Andrzeja niezmienna od lat, ponieważ teściowa Barbara robiła takie kontrole nim jeszcze powstał prawny wymóg. Minął kwadrans po siódmej. O  tej porze „rozporządzenie antykorkowe” Ministra transportu samochodowego, rowerowego i hulajnogowego,  nakazywało wyjść do pracy wszystkim Anitom, Angelikom, Alfonsom i Andrzejom. Żanetom, Żelisławom i Żegotom pozostały nocne zmiany, ponieważ im wolno było wychodzić do pracy dopiero po dwudziestej. Korków oczywiście rozporządzenie nie zlikwidowało, ale przynajmniej układały się alfabetycznie. W środy Andrzej jeździł po mieście rowerem. Przed wyjazdem sprawdził czy segregator z licencjami i pozwoleniami jest na miejscu, czy ciśnienie w kołach mieści się w normie oraz czy liczba kół nie przekracza rekomendowanej. Od niedawna wszelka biurokracja rowerowa została uproszczona i otrzymanie pozwolenia na dopuszczenie pojazdu do ruchu zajmowało już tylko niecałe pół roku. Co prawda normy spalania wciąż były wyśrubowane i trzeba było trzymać restrykcyjną dietę by wsiąść
na dwusilada, ale zrezygnowano z obowiązku posiadania dwustanowiskowego garażu na rowery o średnicy kół  powyżej 24 cali. Andrzej był sędzią piłkarskim i bardzo pasowało mu, że odkąd zaistniał wymóg zatrudniania piłkarzy na etacie, stworzony przez „ustawę o Polskim Związku Piłki Nożnej, Korupcji i Symulacji”, mecze rozgrywane są między ósmą, a piętnasta. Dziś przyszło mu posędziować derbowe spotkanie drużyn, których nazw przez najnowszą poprawkę do RODO, nie można było zapisywać, wymieniać, ani wykrzykiwać. Przyśpiewki „Nie damy się, nie damy się, a z kim wygramy?
A kto to wie?” nabierały w ostatnim czasie na popularności. Sędzia główny Andrzej miał do dyspozycji dwunastu przysięgłych sędziów linowych oraz dwóch sędziów, którzy jeszcze nic nie przysięgli. Mecz zaczął się od zwyczajowego wypełnienia formularzy dostarczonych przez drużynę przeciwną oraz deklaracji przestrzegania przepisów i zachowania ducha fair play. Nie minął kwadrans jak bramkarz pierwszej drużyny skapitulował pod naporem strzałów i argumentów dostarczonych na piśmie przez przeciwników. Zgodnie z procedurami, po strzelonym golu wszyscy piłkarze udali się do sędziów linowych by podpisać protokoły dotychczasowego przebiegu spotkania oraz przegłosować sposób celebracji strzelonej bramki. Po trzecim głosowaniu padło na krótki, acz intensywny okrzyk radości z §4, ust. 5 „ustawy o radości po sukcesie” Ministra Rozrywki i Dobrego Humoru. Andrzej, tego dnia nie zobaczył już więcej bramek, gdyż krótko po wznowieniu gry piłka trafiła go w głowę. Piłka złamała swoim lotem z tuzin przepisów i podstawę czaski Andrzeja. Pobudka w szpitalu po kilku tygodniach śpiączki nie należała do najprzyjemniejszych. Był cały zarośnięty, ponieważ nie miał jak podpisać zgodny na zabiegi barberskie.  Pielęgniarka zapytała się czy wyregulować brodę, Andrzej odparł, że nie trzeba, gdyż ustawa to reguluje i zgodnie z dyrektywą o pacjentach, chorobach i konduktorach  zdecydował się, że teraz kolej na drzemkę. Ze snu zbudziło do pochrząkiwanie lekarza i jego trzech prawników. Każdy lekarz miał obowiązek zatrudniać prawnika ds. błędów medycznych, prawnika ds. kontaktu z pacjentem oraz prawnika ds. pozostałych dwóch prawników. Drugi z prawników przerywał zawsze w pół zdania, prosząc by lekarz dobrze się zastanowił czy na pewno chce powiedzieć, to co chce powiedzieć. W końcu lekarz wydusił z siebie, że Andrzej może iść do domu jak tylko podpiszę oświadczenie o zadowoleniu ze szpitalnego jedzenia, pozwolenie na przekazanie łóżka szpitalnego kolejnemu pacjentowi i zrzeczenie się praw do zalegających zabiegów medycznych. Andrzej zrezygnował z leczenia zwichniętej kostki (prawej), rozbijania kamieni nerkowych (lewej nerki) i plomby na górne jedynki, dwójki i prawą czwórkę. Te zabiegi zostały zadeklarowane przez naszego bohatera w ostatnim pięcioletnim planie przyszłych kontuzji i uszczerbków. Niestety nie poszczęściło mu się i nic z owego pakietu nie wykorzystał. Po deklaracjach przyszedł czas na podróż do domu. Andrzej udał się na przystanek  i w ostatniej chwili zdążył na głosowanie nad kierunkiem jazdy autobusu. Głosowanie było tajne i niezależne od wieku, ograniczaniem była jedynie liczba łap głosującego, która  nie mogła przekraczać dwóch. Przed wprowadzeniem tego zapisu nie rzadko zdarzało się, że w 50-osobowych pojazdach głosowała ponad setka uprawnionych. Andrzej kupił bilet, wypełnił dwustronicowy dokument odnośnie praw i obowiązków pasażera i zgodnie z „ustawą o podróżach w kierunkach dowolnych”  usiadł przy szybie. Patrząc na mijane kamienice wybudowane na przełomie XX i XXI wieku, Andrzej wspominał minione, barbarzyńskie czasy, gdy ustawa o VAT miała jedyne 400 stron, a liczba podatków nie przekraczała dwustu.

Digg this!Dodaj do del.icio.us!Stumble this!Dodaj do Techorati!Share on Facebook!Seed Newsvine!Reddit!Dodaj do Yahoo!

Komentowanie wyłączone.