MG: UKAZAŁO SIĘ NA PASKU
MACIEJ GARDZIEJEWSKI
OPOWIEŚCI INDIAŃSKIE
ODCINEK VIII
NIECH WAS MANITOU ROZŚMIESZA
Występują:
Narrator
Czarownik (Czaro) – Trzy Głośne Wiatry
Wódz – Zimny Hot Dog
Wojownicy:
Jechał Po Bandzie (wojownik / squaw)
Trzy Małpki Z Gwinta
Wyszarpnijcie Mnie Spod Niego Bo Go Zabiję
Bierze W Łapę
Kulawy Wąż
Rozwiane Pejsy (ślubny Mokrej Bobrzycy)
Stary Jętka
Ja Wam Nie Przerywałem
↑
(związek partnerski)
↓
Gdzieś Ty Się Nie Mył
Squaw – Mokra Bobrzyca
Blada twarz: John Wayne alias Izaak Unkas Mohikanowitz (diler)
Miejsce akcji: wioska indiańska położona między Doliną Wesołych Hien a miastem rozpusty Las Wygas, powstałym na pogorzelisku za wioską – tfu! – Czerwonych Stóp.
Odcinek VIII
Niech was Manitou rozśmiesza
– Dawno, dawno temu, Stary Jętka dokonał czynu o którym do dziś jeszcze, przy ogniskach, opowiadają z nieskrywaną dumą i skrywanym rozbawieniem dzielni, leciwi wojownicy.
A było tak: w Dolinie Wesołych Hien obozowała banda bladych twarzy. Nadeszła noc. Księżyc, gwiazdy, bezchmurne niebo… Takie tam, literackie pierdoły. Tu zawyje kojot, tam coś smyrgnie w trawę, ówdzie coś zajęczy. Wielkie oczy wyobraźni widzą hieny olbrzymie jak bizony, sępy jak strusie, wilki jak mustangi… Hitchcock i Tarantino w jednym, masakra!
Płoną ogniska, ten popił i śpi, ten brzdąka na gitarze, tamten marzy o kobiecie, zarży koń, odrży klacz, normalka, jak to w obozie na dzikim zachodzie. Jednego z naszych kargulów nagła potrzeba prowadzi w pobliskie krzaki bzu. Jego pech. Od godziny, w krzakach leży młody Stary Jętka. Grupa naszych dzielnych wojowników czeka na znak od Starego Jętki, aby wczołgać się do obozu i podprowadzić bladym twarzom zapas Jacka Danielsa. Mają o parę skrzynek ognistej wody za dużo. Houk!
Księżyc, tańczący z gwiazdami, życzliwie zaszedł za chmurę; wiatr, zimnym westchnieniem, zjeżył wysokie trawy, blada dupa kargula zawisła nad cholewami jego zakurzonych buciorów, szykując się do kanonady.
Stary Jętka chwilę patrzył w wypięte na niego oko sempiterny, następnie podsunął pod miejsce zrzutu, strawionej fasolki po bretońsku, indiańską saperkę i… Ech! Odczekał mężnie aż rufa zagrzmi sygnał „Pusta ładownia”.
Odczołgać się bezszelestnie z miejsca walki, dla młodego indiańskiego wojownika żądnego sławy, nie jest niczym nadzwyczajnym. Ale odczołgać się bezszelestnie z pola walki, unosząc ciepłą, parującą saperkę…
O! Młodzi, dzielni wojownicy, gdybyście mogli zobaczyć gębę tego kargula, gdy już podciągnął portki, gdy już tupnął ścierpniętą nogą, gdy już gwiżdżąc „Rio Bravo” rzucił okiem przez ramię i zamierzał odejść do swoich…
Gdybyście mogli zobaczyć facjatę tego kargula, gdy księżyc wyszedł zza chmur a w miejscu, gdzie powinno leżeć, jak pamięta, jak czuł, jak byk dorodne, trzy razy przycięte, parujące…
Gdybyście mogli tam być i chłonąć widok naszego przerażonego kargula, który rozgląda się wokoło, patrzy do góry; który pamięta przecież, że nawalił solidnie, że trawa uginała się pod ciężarem…
O, Manitou! Czym sobie zasłużyliśmy na ten widok? Za jakie czyny doświadczyliśmy raju, gdy śmiech wypełnia całe płuca, całą prerię, całe życie?
I gdy ten śmiech wystrzelił z naszych ust, wprost w niebo nad prerią, gdy doleciał do naszego, bladego kargula, przetoczył się nad obozowiskiem bladych twarzy i utonął w ciemności…
Gdy blade twarze nadbiegli, otoczyli kompana i potrząsając dziarsko spluwami, pytali klnąc i klęli pytając – Shit bull! Co się stało, John? Shit bull! – gdy tak nadbiegli, otoczyli i klęli, młody Stary Jętka zakradł się do ich obozowiska, zaprzągł dwa konie do wozu wyładowanego n a s z y m i skrzynkami Jacka Danielsa i odjechał w mrok. I nawet, gdyby chcieć, nie można powiedzieć, że kargule gówno z tego mieli. Bo nie mieli!
A ów John, zapewne do końca życia nie mógł zrozumieć… – Kulawy Wąż zawiesił głos, wystukał do ogniska fajkę i dokończył, już w drzwiach wigwamu – …gdzie się podziało to jego, ech! I pewnie już nigdy w życiu, nie powiedział „gówno mnie to obchodzi”. Dobranoc.
Niech was Manitou rozśmiesza na tym, i na tamtym świecie. Houk.
Maciej Gardziejewski